wróć
GettyImages-588977408 Grafner

Z rowerem na Podkarpacie. Najlepsze trasy i atrakcje

Ciągle przekraczane normy zapylenia nie dają żyć? Codzienny dojazd do i z pracy powoli staje się nużący? Chętnie uciekłoby się za miasto? Mamy szczęście, tegoroczny kalendarz obfituje w nader wiele długich weekendów, idealnie nadających się na rowerowy wypad… Pozostaje tylko zastanowić się, dokąd wyruszyć? Podpowiadamy: nadchodzi moda na zielone Podkarpacie!

Zielony to kolor najlepiej oddający charakter województwa, w którym niemal ⅓ terenu stanowią lasy. Wciąż można tam spotkać wolno wędrującego żubra bądź niedźwiedzia brunatnego, a wieczorne niebo wolne od miejskich świateł pozwala dojrzeć nieuzbrojonemu oku nawet siedem tysięcy gwiazd! Szlaki rowerowe też są tutaj zielone, spina je w całość projekt o nazwie Green Velo, pozwalając wygodnie dotrzeć rowerzystom zarówno do miejscowości dużych, jak i tych zapomnianych i położonych na odludziu. Niezależnie czy jest to rodzinka ciągnąca przyczepkę z dzieciakami, trenujący do zawodów szosowiec, czy fan enduro wracający na łono cywilizacji z górskiej szwędaniny. Każdy ma szansę odnaleźć w szlaku G.V. coś dla siebie.

Kiedy nie wiadomo jak zabrać się za ciastko (tak by się nie pobrudzić, ani za bardzo nie nakruszyć), najbezpieczniej wydaje się obgryźć boki. Wschodnie kresy nie znoszą jednak kompromisów i dlatego ich smakowanie zaleca się rozpocząć od samego środka. Będzie to o tyle łatwiejsze, że do Rzeszowa, serca województwa prowadzą wszystkie drogi: te asfaltowe, kolejowe jak i powietrzne, a w trakcie wygodnej podróży na pewno znajdzie się czas na omówienie trasy. 

Na północ Doliną Sanu - wijąca się leniwie bieszczadzka rzeka, pełna majestatu i harmonii, wprowadzić potrafi człowieka w stan zadumy. Zapewne i dawniej potrafiła, gdyż to w tutejszych stronach narodził się wieki temu żydowski mistycyzm. W mijanych po drodze Łańcucie i Leżajsku natrafić można na liczne ślady międzynarodowego (turystycznego) Szlaku Chasydzkiego. Zwiedzanie łańcuckiej synagogi czy Grobu Cadyka Elimelecha to punkty obowiązkowe. 

Tak samo jak rozmowa o życiu (i całej reszcie) z opiekunem ekspozycji browarniczej w Muzeum Ziemi Leżajskiej. Piwowarskie tradycje Leżajska sięgają połowy XVI, król Zygmunt I nadał starostwu prawo warzenia piwa, a tuż przy zamku powstał pierwszy browar. Niszczony przez wojny i pożary, za każdym razem odradzał się aż do dzisiejszego Browaru Leżajsk. Do dziś w tym jednym browarze warzony jest złocisty trunek, który stał się piwną wizytówką Podkarpacia.

Im bliżej ujścia Sanu do Wisły, tym trasa łagodniejsza. Po drodze zaprasza do sosnowych Lasów Janowskich, a następnie daje wybór: czy od razu kierować się na “mały wawel”, jak nazywany jest zamek w Baranowie Sandomierskim, czy wcześniej odwiedzić Stalową Wolę i Nową Dębę, stanowiące część szlaku Centralnego Okręgu Przemysłowego (będącego ambitnym planem industrializacji II RP). 

Materiały prasowe
Materiały prasowe

Kierunek południowy wschód (w górę rzeki San) - wiodący przez pogórze Dynowskie i Przemyskie szlak nie jest już taki płaski, trochę się wspina, trochę opada. Jadąc nim przyjdzie nam natknąć się (może po raz pierwszy?) na obiekty Szlaku Architektury Drewnianej Podkarpacia. Usytuowane niedaleko siebie cerkwie i kościółki, przywołują pamięć o czasach dawnego współistnienia na tych ziemiach ludzi odmiennych wyznań i kultur. Czasach, które odeszły do historii przez trwające pod koniec wojny wysiedlenia i Akcję Wisła.

Zbliżając się do Przemyśla, zahaczyć wypada jeszcze o renesansowy zespół pałacowo-parkowy w Krasiczynie a następnie udać się Doliną Sanu wprost do Przemyśla. (Ech, momentami aż chciałoby się kontynuować trasę kajakiem… szkoda, że byłaby to droga pod prąd).

Shutterstock
Shutterstock

Forteczna trasa rowerowa (Twierdza Przemyśl) - fenomenalne położenie miasta Przemyśl obserwować można z górującego nad nim Kopca Tatarskiego. Da się tu dotrzeć trasą “grzeczną”, asfaltową lub tą brudną i zakurzoną, wiodącą przez tor saneczkowo-narciarski. Gwóźdź programu stanowi zespół fortyfikacji CK, które bronić miały przed Rosjanami drogi na Węgry. 

Obiekty twierdzy przetrwały w różnym stanie, niektóre można zwiedzać niczym klasyczne muzeum, w innych “lokalsi” piknikują i smażą kiełbaski. Trasę warto przejechać także dla jej malowniczego przebiegu, kilku podjazdów i satysfakcjonujących szutrowych zjazdów, po drodze wyobrażając sobie tylko jaką anegdotkę rzuciłby Józef Szwejk, gdybyśmy wpadli na niego po drodze. Brzmi dziwnie? Nic podobnego! Jeśli tylko pojawimy się tu w lipcu, gdy organizowane są tzw. “Manewry Szwejkowskie” jest szansa, na przeżycie prawdziwej szwejkowskiej przygody (np. uczestnicząc w rajdzie “Śladami Dzielnego Wojaka Szwejka”). 

Shutterstock
Shutterstock

Roztocze Południowe - wróciwszy na główny kurs wschodniego szlaku Green Velo, wjeżdża się po krótkim czasie do zupełnie innej bajki. Wydawałoby się, że znów jesteśmy na łonie natury, a tu nic bardziej mylnego: Obok uroczysk i bobrowych tam, natrafimy na rejon umocniony Linii Mołotowa. Tej samej która przebiegała przez sam środek Przemyśla, dzieląc go na dwie okupowane strefy (Radziecką i Niemiecką) jednocześnie odcinając mieszkańców od rodzin i miejsc zatrudnienia. Nieopodal odnaleźć można ważne obiekty UNESCO Szlaku Architektury Drewnianej podkarpacia: Cerkiew greckokatolicką pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Chotyńcu i cerkiew parafialną pw. Św. Paraskewy w Radrużu. 

Shutterstock
Shutterstock

Na południe od Przemyśla w “Księstwo Arłamowskie” - w tutejszym luksusowym kompleksie hotelowym trenowała kadra polskich piłkarzy przed ważnymi meczami. Nic dziwnego, niby niedaleko od miasta, a człowiek czuje się jak na końcu świata. Wysiedlonych wiosek nie odtworzono, zostały tylko relikty. Tutaj także, podobnie jak w Leżajsku, przeżyć można duchowe oczyszczenie; wystarczy mieć mocno obciążone sakwy podczas wspinaczki po serpentynach prowadzących do Kalwarii Pacławskiej. Chyba to głównie te czynniki zainspirowały grupę entuzjastów do przygotowania projektu utworzenia na okalających Arłamów terenach nowego parku narodowego (Turnickiego). Czy uda się go zrealizować? Czas pokaże.

Bieszczady - Nazywane “polskim dzikim zachodem”. Po II wojnie światowej niemal bezludne, stanowiły temat tabu i dopiero wraz z odwilżą roku 1956 rozpoczęto ponowną ich “kolonizacja”. Wytyczone w tamtych czasach szosy składające się na Wielką oraz Małą Pętlę Bieszczadzką i stanowiące 144 lub 99 km serpentyn, podjazdów i zjazdów, stały się z czasem obowiązkowym punktem do “zaliczenia:” przez każdego szanującego się szosowca.

Wielbiciele jazdy terenowej nie mieli do tej pory zbyt dużo szczęścia, bo poza nielicznymi trasami w ramach Extreme Bieszczady, ruch mtb im bardziej zbliżał się do granic parku narodowego, tym bardziej był ograniczony.

Dlatego od niedawna jest za co trzymać kciuki - bowiem wystartowały prace nad “Porta Rusica” - projektem 50 km terenowej trasy (wraz z 14 km singletracków), wiodącej ze Słowacji przez Cisną aż nad Solinę (i nawiązującej do historycznego szlaku “Brama Ruska” z XIX wieku, który uchodzi za najstarszy trakt handlowy wybudowany na Górnych Węgrzech. Do dziś zachowały się gdzieniegdzie przepusty, mostki, rogatki i słupki kilometrowe).

GettyImages
GettyImages

Choć ze względu na coroczny najazd turystów, odnalezienie ciszy i spokoju w Bieszczadach zaczyna stawać się coraz trudniejsze, warto znaleźć chwilę i odwiedzić ostatnie jeszcze działające retorty do wypalania węgla drzewnego, przejechać się bieszczadzką kolejką wąskotorową (lub drezyną rowerową) oraz zajrzeć do legendarnej karczmy "Siekierezada", w której znajdują się dzieła słynnych bieszczadzkich malarzy i rzeźbiarzy.

PS. W sezonie letnim między Nowym Łupkowem, gdzie znajduje się znany tunel transgraniczny, a Jasłem - kursuje pociąg o nazwie “Wojak Szwejk”. Dzięki temu udogodnieniu, dosyć szybko przeskoczymy na kolejny etap podroży:

W Beskid Niski - dotrzeć w “Niski” można zarówno wspomnianym pociągiem z Łupkowa jak i “na kole” z Rzeszowa. W tym drugim wariancie pojawia się szansa odwiedzenia schronu kolejowego w okolicach Stępina gdzie w sierpniu 1941 doszło do spotkania A. Hitlera z B. Mussolinim.

Nieopodal Jasła za to znajduje się jeden z najstarszych grodów słowiańskich (780–1031 r. n.e.) na ziemiach polskich, któremu zrekonstruowano fragmenty murów, wałów obronnych bramy i domostw, tworząc skansen otwarty dla zwiedzających. 

Żaden rowerzysta nie powinien się tu nudzić: napotka na krzyżujące się szlaki Frontu Wschodniego I wojny światowej (którego pozostałością są liczne cmentarze wojskowe ukryte w okolicznych lasach) ze Szlakiem Architektury Drewniane,j a także częścią Szlaku Naftowego (obejmującego skansen i muzea z ekspozycją poświęcona historii przemysłu naftowego, w tym czynne jeszcze urządzenia).

Ambitni i kierujący się w stronę Bieszczadów mogą pokusić się o przejechanie granicznego szlaku imienia Kazimierza Pułaskiego, który - obok szlaku czerwonego – jest drugą najdłuższą turystyczną trasę Beskidu Niskiego. 

Shutterstock
Shutterstock

Jak widać jest sporo do “objechania”. Wyruszając w trasę przygotujmy się odpowiednio: narzędzia i części zapasowe potrafią uratować dzień, podobnie jak dobry posiłek wraz energetycznym napojem o właściwościach izotonicznych (ale uwaga - kosztujemy Podkarpacia z umiarem! ;)). Na trasie warto zaplanować przystanki, które pozwolą nabrać sił lub zwyczajnie zakończyć intensywny dzień np. przy ognisku, z butelką lokalnego piwa, takiego jak Leżajsk w jednej ręce, oraz patykiem z pieczoną kiełbaską w drugiej. W takich okolicznościach smakują najlepiej!

Dzieje się na Podkarpaciu
Imprezy szczególnie polecane
pełna strona podkarpacia
partner