wróć

ZEW się budzi Festiwal: Cisna po burzy

Dwa dni festiwalu, osiem i pół tysiąca uczestników. Na scenie jedne z najlepszych zespołów rockowych w kraju. Tomek Lipiński w piosenkach obywatelskich, Lech Janerka zapowiadający nową płytę i Lao Che w tańcu wypatrujący "Wiedzy o społeczeństwie". Podsumowujemy drugi dzień imprezy.

Zorganizowanie festiwalu w górach, w samym środku Bieszczad, to pomysł odważny i nowatorski. Na pierwszą edycję do Leska przyjechały cztery tysiące ludzi, w tym roku do Cisnej, 40 km dalej, jadąc w głąb Bieszczad, dwa razy więcej. Tegoroczna edycja okazała się sukcesem frekwencyjnym.

"Radio Maryja uratuje polski hip-hop"

"Pierwszy raz w Bieszczadach, pierwszy raz w deszczu. The Pimps" – zapowiedział swój koncert Łona. Nie od dziś wiadomo, że hip-hop od punka nie leży daleko, oba zrodziły się ze sprzeciwu na to, jak jest. A jak jest, Łona & Webber opowiadają z dystansem. "Nie jest dobrze, ale nic to, Radio Maryja uratuje polski hip-hop/Nie jest dobrze, ale nic to, minister Zalewska uratuje polski hip-hop". Do wątpliwości Łona namawia od dawna. Z płyty „Cztery i pół” przypomniał utwór, który jako jedyny – podkreślał – jest nie za, a przeciwko konkretnemu zjawisku. Przeciw nienawiści. O tym jest „To nic nie znaczy”.

Gdzie słychać: „a to dziewczę w TV? Ja jej nie znam, ale zna ją naród/Tak wdzięcznie opowiada o trudach pracy w serialu/Jest śliczna kiedy tak uroczo plecie/O poprzednim mężu, i następnym filmie, i obecnej diecie/I że w zasadzie jest szatynką chociaż w sumie lekko blond/Wyłączyłbym to, ale pilot tak daleko stąd”. Do szybkich sądów mu daleko jednak, nomen omen, Łona kończył prawo. Zamiast tego daje nam tu wniosek taki: (…) Tory będą gładkie, a proste/I wyjdzie, że ta celebrytka wolne chwile zaczytuje... nie wiem – Mrożkiem/To wszystko przyjdzie mi zobaczyć/A że jeszcze nie dziś - to jeszcze nic nie znaczy”.

Na koniec koncertu przypomniał „Do ciebie, Aniu, szłem”, który teatralna publiczność może z znać z Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie w innej aranżacji wykonał go Bartosz Porczyk. W aranżacji The Pimps, mniej aktorskiej, ale równie żartobliwej, Łona rapuje o cierpieniach nocnego spaceru w klapkach. „Do ciebie szłem, choć stopy krwawiły/do ciebie szłem, cel wracał mi siły”. W rzeczywistości Cisnej i błota po kostki, utwór nabrał dodatkowego znaczenia. Tym bardziej, że gdy Łona powtarzał refren, w stronę sceny, cały na czarno z futerałem na gitarę trzymanym w prawej dłoni, zmierzał już Lech Janerka.

Powrót Mistrza

Występ „naszego brata i mentalnego ojca” – jak zapowiedział jego koncert Piotr Metz – był wydarzeniem całego festiwalu. Zaczął od piosenki o miłości. „Kiedyś wyjdziemy nie śpiąc/Poza to co nam się śni/I rozbłyśniemy aureolą/Wszechświat się skończy/A ocaleją tylko ci/Co zrozumieli ten dziwoląg/Miłość/Miłość/Miło by było/Oddać pieniądze/I nie kleić się jak śmieć/Mówić do siebie/Pretendować/I zafalować tak jak światło/Zmieniać się/Olać korpusy/Nie żałować/Zero zer/W zero jedynkę zmieniam się”. O miłości dobrze słucha się w górach. Brakowało tu pana.

Później Lech Janerka przypomniał kilka utworów z repertuaru zespołu Klaus Mitffoch. Szczególnie zabrzmiał „Klus Mitroh”: „chcemy znać ostatnią wersję prawdy/Goni nas lukratywny wieprz/I wszystkim życzymy źle/Nam z oczu patrzy/Chować się bo nadbiega tłum/Chyba że ktoś chce się z tego pośmiać/Wiele rąk i zbyt mało głów/O faszyzmie łatwo nic nie mówić/Wiele rąk i zbyt mało głów/I nigdy nie mów tych bzdur, że to dla mnie”.

Wrócił także do tytułowego utworu z „Historii podwodnej” i „Strzeż się tych miejsc”. W „Ewolucji Rewolucji i ja” natomiast dokonał korekty teksty i zamiast „rządy rządzą lepiej bo ty tak chcesz”, zaśpiewał, „rządy rządzą gorzej, bo ty tak chcesz”.

Po czym odparł, „zagramy piosenkę a propos wczorajszego dnia”. Usłyszeliśmy „Wieje”. Tuż po niej dodał: „teraz utwór, przypominający od czego to wszystko się zaczęło”. Zaśpiewał „Konstytucje”. „To nic nie znaczy, o niczym nie świadczy”?

Na koniec Lech Janerka zapowiedział, że niebawem oddaje materiał na single, a w sierpniu materiał na nową płytę. I zaczyna myśleć o kolejnej. Wspaniała to wiadomość, będziemy jej wypatrywać!

Wiedza o, skłóconym, społeczeństwie

Mało jest zespołów w średnim pokoleniu, które gotowe są na przejęciu pałeczki po bardziej doświadczonych kolegach. Dużo odwagi w tym ma Lao Che, które po raz kolejny podejmuje tematy społeczne, rozprawiając się z ideologią, religią i świadomością na wydarzenia wokół.

„Z języka polskiego/Najbliższa i droga/Jest mi liczba mnoga/Liczba mnoga/Bliżej Boga. Na przykład/"Bogowie, honory, ojczyzny"/W liczbie pojedynczej - wers z ryzykiem blizny/Liczba mnoga/Nie ma wroga/Liczba mnoga/Bliżej Boga” - słychać w „Liczbie mnogiej”.

Na koniec koncertu, po „Nie Raj” i „Wojence” zaśpiewał: „Larum grają!/Kapitan skacze do przestworu/Larum grają!/Sowieci u bram Mordoru!/Póki pióro i pęcherz trzymam/Póty wierszem czyścić chcę kapitańskie buty/Kapitan Polska/Poszukiwany/Poszukiwana!/ Kapitanie/Modlę się o pana Kapitana/Przybądź i bądź”. W tańcu i błocie, tysiące ludzi w pelerynach odpowiedzieli chórem: Kapitan Polska/Kapitalny Pan/Kapitan Kapitan Polska/Kapitan Polska/Kapitalny Pan/Kapitan Kapitan Polska/A sprawa polska!”. Jak zaklęcie, jak mantrę: „Przybądź i bądź/Przybądź i bądź/Toż przybądź”.

Kultowy finał

Na koniec festiwalu usłyszeliśmy Nocnego Kochanka, który po porannym koncercie o siódmej, tym razem mógł zaprezentować swoją muzykę w szerszej formie. Pokazali się z różnych stron, pojawiły się ballady, niegrane przez zespół od dawna, jak „Angela”, opowiadająca o miłości z Tindera. Były też bardziej zabawne momenty, z czego podobno słynie ten zespół, jak tekst o „Dziewczynie z kebabem”. Ludzie pod sceną bawili się dobrze, większość jednak czekała na Kult.

Zespół Kazika Staszewskiego zaprezentował program pełen najbardziej znanych utworów, począwszy od „Wódki”, przez „Baranka” i jeden z intymniejszych wyznań miłosnych w repertuarze, „Do Ani”. „Ja czekam czwarty dzień/Patrzę na drzwi/Czy przyjdzie ktoś od Ciebie/Czy przyjdziesz Ty/Czy wiesz, że gdy odjeżdżam/Umieram dziewięć razy/Umieram stojąc w oknie/Na korytarzu”. Refren śpiewało w Cisnej kilka pokoleń fanów Kazika: „Tak bardzo, bardzo kocham Cię/Tak bardzo potrzebuję Cię/Tak bardzo, bardzo kocham Cię/Tak bardzo potrzebuję/To przecież wiesz”!

W przyjaznej, radosnej i rozśpiewanej atmosferze dobiegał końca ZEW się budzi Festiwal. Impreza była sukcesem frekwencyjnym i muzycznym również. A przede wszystkim, przyjeżdżają na nią ludzie, którzy kochają polską muzykę. Dzięki temu możemy być pewni, że zarówno artyści, jak i publiczność wrócą tu za rok.

Dzieje się na Podkarpaciu
Imprezy szczególnie polecane
pełna strona podkarpacia
partner